7 grzechów głównych młodej mody w e-commerce

W ciągu swoich pięciu lat w SHOWROOM.pl miałam okazję współpracować z setkami polskich projektantów. To właśnie ich wizja i determinacja od początku były inspiracją dla naszej platformy i nadal pozostają dla nas motywacją do działania. Dzięki polskim markom nasz rynek mody niezależnej jest silny, różnorodny i stale się rozwija. Jednak nawet najlepszym zdarza się popełniać błędy – rzecz w tym, żeby wyciągać z nich konstruktywne wnioski. Poniżej omawiam siedem tych najczęściej popełnianych przy wprowadzaniu nowej kolekcji – niektórym dla przypomnienia, innym ku przestrodze.

1. Opóźnienia

Mamy początek lutego – w sklepach dobiegają końca zimowe wyprzedaże, a świat mody zaczyna interesować się trendami nadchodzącego sezonu. My oczywiście promujemy w tym kontekście polskich projektantów – zarówno we własnym zakresie, jak i w ramach naszej współpracy z kluczowymi mediami. Niestety, nie zawsze jest to łatwe zadanie. Na pytanie o nową kolekcję wiele marek odpowiada, że będzie ona gotowa w marcu. Z perspektywy promocji i sprzedaży to już późno, ale jeszcze nie tragicznie, o ile kolekcja rzeczywiście jest gotowa – i nie chodzi tu bynajmniej o same tylko produkty. Niektórzy jednak znajdują się w dużo gorszej sytuacji. Są dopiero na etapie projektowania, a to oznacza, że przed nimi jeszcze cały szereg niełatwych i czasochłonnych zadań. Trzeba będzie zakupić materiały, wyprodukować towar, zrobić zdjęcia, stworzyć opisy – zanim wszystko to będzie gotowe, może już nadejść czas kolejnych wyprzedaży, a wtedy nową, choćby najwspanialszą kolekcją mało kto będzie się interesował. Chyba, że będzie to już kolekcja jesienno-zimowa.

2. Promowanie produktu, którego nie można kupić

Grzech ten często bywa związany z opóźnieniami i stanowi sposób radzenia sobie z nimi, choć jest to lekarstwo równie szkodliwe, jak sama choroba. Żeby nie wypaść z cyklu promocji, niektórzy projektanci odkładają na później produkcję towaru i promują swoją kolekcję za pomocą zdjęć sampli. Na pozór rozwiązanie takie może się wydawać sprytne, ale jeśli promowane w ten sposób produkty będą dostępne dopiero po dwóch miesiącach, to w międzyczasie pierwotne zainteresowanie nimi zdąży co najmniej mocno ostygnąć. Większość klientek albo zapomni, albo kupi już coś innego. Wprawdzie niektóre akcje promocyjne – na przykład dla kolekcji Kenzo x H&M – rozpoczynają się z dużym wyprzedzeniem i produktów tych również długo nie można kupić, ale akcje te nie polegają bynajmniej na jednorazowej zapowiedzi, tylko na umiejętnym stopniowaniu napięcia z wykorzystaniem wielu kanałów informacyjnych. Nie muszę chyba dodawać, że przeprowadzenie takiej akcji jest niezwykle kosztowne. Niezależni projektanci również mogą skutecznie walczyć o uwagę klientek – sami na co dzień im w tym pomagamy. Kiedy się ją już jednak zdobędzie, dobrze jest być w stanie szybko to wykorzystać.

3. Brak odpowiednich zdjęć 

Istnieje też inny – równie kłopotliwy – sposób radzenia sobie z opóźnieniami. Niektóre marki bardzo rzetelnie podchodzą do produkcji swojej kolekcji, a kiedy ta jest gotowa, chcą jak najszybciej zacząć ją sprzedawać. Czasem prowadzi to do sytuacji, w której nie czekają na efekty profesjonalnej sesji zdjęciowej, tylko wprowadzają do sprzedaży kolekcję opatrzoną na przykład zdjęciami zrobionymi telefonem, albo pojedynczym ujęciem każdego produktu. Niestety, takie zdjęcia nie dość, że nie spełniają współczesnych standardów sprzedaży internetowej –  standardów, które klientki znają i których oczekują – to na dodatek w ogóle nie nadają się do promocji. Komplet profesjonalnych fotografii – na który składają się zdjęcia wizerunkowe, lookbooki i packshoty – jest warunkiem koniecznym dla publikacji w branżowych mediach oraz skutecznej sprzedaży i jest dziś równie ważny jak sam produkt.

4. Niewłaściwa polityka cenowa

Wielu projektantów pragnie, by ich ceny były konkurencyjne – jest to rzeczywiście ważne w niektórych sektorach rynku mody. Cena produktu nie może jednak odzwierciedlać wyłącznie pragnień tych, którzy je ustalają – dobra polityka cenowa wymaga dużej rozwagi i musi brać pod uwagę, oprócz kosztów materiału i produkcji, także koszty zdjęć, promocji, pracowników, siedziby firmy, prowizje partnerów oraz pewien margines na wyprzedaże. Jeśli organizujemy pokazy, imprezy albo prowadzimy jakieś inne specjalne akcje promocyjne, to także należałoby je wliczyć w cenę produktów. W innym przypadku może okazać się, że nawet świetnie sprzedające się kolekcje nie będą w stanie na dłuższą metę zapewnić utrzymania i rozwoju marki.

5. Niewłaściwa ilość produktów

Rozmiar ma znaczenie – także rozmiar kolekcji. Zdarzają się sytuacje, kiedy projektanci mają gotowych dosłownie kilka nowych produktów i chcieliby już z dumą pokazać je światu. Zazwyczaj odradzamy takie postępowanie, ponieważ wypada to dość niepoważnie. Klientki dowiadują się gdzieś o szumnie zapowiadanej „nowej kolekcji”, po czym zaglądają do sklepu i widzą na przykład cztery produkty. Zapewnienia, że wkrótce będzie ich więcej, mogą tu niewiele pomóc – zadowolą się nimi tylko najwierniejsze klientki, a nawet u nich można w ten sposób pozostawić złe wrażenie. Projektanci popełniają też czasem inny błąd, kiedy nowych produktów jest bardzo dużo i wszystkie zostają wprowadzone do sprzedaży jednocześnie. Jeśli projektujemy bardzo obszerną kolekcję, to zdecydowanie warto podzielić jej wprowadzanie na kilka etapów – pozwala to na bardziej efektywne działania promocyjne, a klientki mogą lepiej rozeznać się w naszej ofercie.

6. Brak pełnej rozmiarówki

Tu sprawa powinna być właściwie oczywista i nie pisałabym o tym, gdyby grzech ten co jakiś czas nadal się nie pojawiał. Klientki są różnego wzrostu i różnych wymiarów, nie zawsze tych samych, co modelki biorące udział w sesji. Niedopuszczalna jest więc sytuacja, w której wprowadzamy do sprzedaży, choćby tymczasowo, kolekcję w jednym tylko rozmiarze i to w dodatku wcale nie tym, który cieszyć by się mógł największym zainteresowaniem. W najlepszym przypadku klientki, które akurat nie noszą rozmiaru XS będą zawiedzione, w bardziej prawdopodobnym – mocno poirytowane. 

7. Niefortunnie zaplanowane urlopy

Po ciężkiej pracy każdemu należy się odpoczynek. Projektowanie i wprowadzanie nowej kolekcji to niewątpliwie najcięższe spośród zadań, które stoją przed projektantami. W rzeczy samej, jest ono tak ciężkie, że niektórzy po jego wykonaniu natychmiast biorą urlop – i nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby na ten czas nie wyłączali sklepu, albo nie przedłużali czasu realizacji zamówień do 14 dni. Wiemy już, jaka jest zależność między upływem czasu, a zapałem klientek. A przecież nawet jeśli nie mamy pracownika, któremu możemy powierzyć sprzedaż w czasie naszego wypoczynku, to  można spróbować zwrócić się po pomoc do zaufanej osoby – członka rodziny lub przyjaciela. Jeśli zaś nie mamy pomysłu lub możliwości, żeby to zorganizować, to warto wybrać na urlop okres, który nie wymaga od nas bycia w ciągłym pogotowiu.

Ilustruje Elena Ciuprina