7 lekcji o pisaniu: relacja z warsztatów na Art & Fashion Forum

Dostałam się na Art&Fashion Forum. Pierwsza reakcja? Euforia. Ale zaraz potem zapala się czerwona lampka. Festiwal trwa dwa tygodnie, a ja już wyczerpałam urlop. Liczę dni, hipnotyzuję kalendarz. To się nie uda – myślę. A jednak, udaje się, trzeba się tylko dobrze zorganizować. To pierwsza rzecz, której uczę się na AFF.

Organizuję

Marcin Świderek, szef działu mody „Elle” i mentor warsztatów Fashion Writing, zadaje nam stworzenie własnego mini magazynu mody. Muszą się w nim znaleźć analizy trendów, wywiad, sekcja zakupowa, nowości i dłuższy tekst, reportaż lub felieton. Całość ma być spójna z motywem przewodnim tegorocznej edycji AFF, jakim są zmysły. Nawał pracy nie przeszkadza mi w pieczeniu ciasteczek dla grupy, ćwiczeniu z Mel B. i czwartkowych zajęciach z tańca brzucha. Na własnej skórze doświadczam, że najlepiej zorganizowani są ci, którzy czasu mają najmniej.

Tnę

– Przepraszam, że oddałem taki długi lead, ale na krótki zwyczajnie nie miałem czasu – to popularne wśród dziennikarzy powiedzenie, o którym z uporem przypomina nam Marcin. Syndrom wodolejstwa to ratunek podczas studiów, ale niekoniecznie recepta na porywający tekst. Wyzwanie numer dwa – korzystajcie ze słowa pisanego jak z ograniczonych zasobów. To zadanie przypomina mi zajęcia z redaktorem Niczyperowiczem z „Głosu Wielkopolskiego”. Jego flagowym ćwiczeniem było napisanie tej samej informacji na 5 różnych sposobów, tak, by zawsze miała tę samą liczbę znaków. Niedopuszczalne było przekroczenie długości tekstu choćby o literkę, a także pominięcie któregokolwiek ze składowych newsa. Spróbujcie sami – to nie takie łatwe.

Mówię

Każdy warsztat rozwija inne umiejętności: jedni szyją, inni rysują, fotografują. Ale wszyscy uczestnicy muszą nauczyć się skutecznie komunikować, bo bez tego nie mają szans na ukończenie projektu w terminie. Jak dużo może zależeć od słów, pokazuje zadanie, które realizujemy wspólnie z designem – zostajemy oczami projektantów. Zasłaniamy im oczy opaską i jedziemy do hurtowni materiałów. Na podstawie naszych opisów projektanci decydują, który materiał kupią do konkursowej kreacji. Nasza pomyłka może ich kosztować stracony czas, a ten podczas AFF jest ceną walutą. 


Nowe doświadczenie – wybór tkanin po omacku, fot. Jakub Wittchen

Szukam

Pisanie to tylko ułamek naszej pracy, o wiele więcej czasu spędzamy na researchu. Nasz magazyn dotyczyć ma stycznia 2016, nie możemy więc bazować na gotowych informacjach znalezionych w sieci, bo zwyczajnie ich nie ma. Opisanie nadchodzących trendów zajmuje nam dwa dni. Aby zrobić to rzetelnie, dziennikarze modowi przeglądają każdy pokaz ubranie po ubraniu, przypisując rzeczy do jednej z 7 kategorii: tkaniny, koloru, inspiracji, fasonu, wzoru, akcesoriów i detalu. Trwa to około miesiąca i angażuje przynajmniej kilka osób z zespołu. Wszystko po to, by uniknąć banałów i kalek. Wiadomo, że wiosną modne są kwiaty. Rolą dziennikarza jest dowiedzieć się w jakiej stylizacji, kolorze i formie należy je nosić. To informacja, której nie prześle nam uprzejmy PR-owiec.

Zwiedzam

Mimo, że od 8 lat mieszkam w Poznaniu, dopiero AFF motywuje mnie do odwiedzin w okolicznych concept storach. Wcześniej brakowało czasu, ale też odwagi, bo w niektórych butikach ceny stanowczo przekraczają budżet na przyjemności. Teraz żałuję, że odwlekałam te wizyty. Najpierw wstępuję do Concept 21 Store, gdzie zachwycają mnie perfumy Meo Fuscini o zapachu rumu i atramentu, a właścicielka, Lena Kanarecka, opowiada o swoim synu, ukochanym patchworkowym płaszczu i miłości do Stelli Jean. Z kolei na Moliera 2 od razu zakochuję się w czerwonej sukience Valentino L’Amour, z kołnierzykiem stworzonym z drobnych, biało-czerwonych koralików i pięknym trapezowym dołem w stylu lat 60. Cena, grubo ponad 4 tysiące dolarów, nieco chłodzi mój zapał, ale muszę przyznać, że piękne rzeczy widziane z bliska robią na mnie duże wrażenie.

Wiem


AFF przypomniał mi o tym, czego dowiedziałam się już na studiach: dziennikarz musi mieć wiedzę. Ona odróżni go od zwykłego grafomana, bo kiedy brakuje merytoryki, nic nie uratuje tekstu. By pisać o modzie, trzeba żywo interesować się szeroko pojętą pop-kulturą, sztuką i designem. Marcin testuje naszą wiedzę, pokazując pozornie przypadkowy zlepek zdjęć. Naszym zadaniem jest znalezienie wspólnego mianownika. W tym przypadku udaje nam się rozwiązać zagadkę: chodzi o Wesa Andersona i nawiązania do jego filmów. Oczywiście nie trzeba się znać na twórczości reżysera, by wiedzieć, że lata ‘60 są w modzie. Ale by zaintrygować czytelnika, już tak. W świecie w którym wiele osób kończy lekturę na leadzie i podpisach pod zdjęciami, nie można sobie pozwolić na pisanie o tym, o czym wiedzą wszyscy. By zaskakiwać i inspirować, trzeba być o krok do przodu – czytać, chodzić na wystawy, koncerty, do kina.

Warsztaty Fashion Writing odbywały się w księgarni Bookarest w Starym Browarze, fot. Jakub Wittchen

Sprzedaję się

AFF to też szansa, by nauczyć się myślenia biznesowego – talent to jedno, ale trzeba umieć go sprzedać. Warsztaty z Piotrem Buckim (pitching) i Aliną Wheeler (branding) pozwalają pomyśleć o marce własnej. O naszych umiejętnościach i kompetencjach uczymy się myśleć jako usłudze. Musimy umieć przekonać klienta, że jesteśmy „produktem” pierwszorzędnym. Chcemy, by myślał o nas jak o szpilkach od Jimmiego Choo, a nie jak o Crocksach. To wymaga przemyślenia swojej strategii. Klientowi nie tworzymy wizerunku bez odpowiedniego przygotowania. Z podobną starannością powinniśmy zajmować się najważniejszą dla nas marką: sobą. Skorzystajmy ze storytellingu i zbudujmy opowieść, która przyciąga, zaangażujmy emocje. W biznesie nijakość i sukces wykluczają się. Na AFF uczymy się być jacyś.