Co stało się z prywatnością w sieci? Czyli krótka rozprawa o blogerkach płaczących na Snapchacie

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach, kiedy Facebook dopiero raczkował, a ludzie bali się podpisywać imieniem i nazwiskiem w internecie, prywatność była cenna jak złoto. Teraz umiejętne operowanie informacjami o sobie może pomóc lub wizerunkowo pogrążyć. Do tego upublicznianie prywatności stało się popularne jak Adidasy Superstary. Dlaczego?

Od zasłaniania twarzy, po wycieranie łez

Podczas gdy internetowe sławy raportują na bieżąco na Snapchacie swoje śniadania i randki, mało kto jeszcze pamięta, że parę lat temu prywatność blogerek modowych, wtedy jeszcze nazywanych szafiarkami, była dla nich priorytetem. Gdy w 2008 Marta Klimowicz analizowała na swoim blogu pojęcie „szafiarek", zapewnie nie śniło jej się nawet, że to, co uznała za brak prywatności, osiem lat później będzie małym pikusiem w ich własnym kreowaniu wizerunku. Wtedy jeszcze zdarzało się, że niektóre z nich zamalowywały swoje twarze w Paincie albo umiejętnie ucinały zdjęcia, by odbiorcy mogli się skupić tylko na stylizacji. Te, które pokazywały swoją twarz, dziwiły odwagą, a jeszcze inne, zdradzające miejsce zamieszkania i cenę zakupów, wołały o pomstę do nieba. Teraz brzmi to nieco śmiesznie. Tym bardziej, gdy weźmie się na warsztat posty udostępniane tylko na Snapchacie (z krótką przerwą na skasowanie dotychczasowego i założenie nowego) w ciągu ostatnich tygodni przez Deynn, jedną z bardziej znanych influencerek. Najpierw płacz i przyznanie się przed całym światem do oszustwa chłopaka, potem relacja z zaręczyn, a następnie opowieści z operacji powiększenia biustu. Prawdziwy rollercoaster.


Przykładowe stylizacje, zamieszczone na portalu Lookbook.nu kolejno w 2008 i w 2009 roku, czyli na samym początku działalności strony

W miarę jak rozwijały się media społecznościowe, blogi przestały być głównym medium kontaktu z czytelnikami i z pamiętników zmieniły się często w pełnoprawne portale traktujące już nie tylko o stylizacjach. Szafiarki przetransformowały się w blogerki – modowe, lifestyle’owe czy też fitnessowe. Pamiętnikami zaś stały się ich Instagramy, filmy na YouTube, dziesięciosekundówki na Snapchacie i posty na Facebooku, dzięki którym internetowi twórcy mogą mieć jeszcze szybszy i bliższy feedback od fanów. To jednak w połączeniu z coraz większym liczeniem się statystyk, zaczęło mieć wpływ na rodzaj zamieszczanych postów. Wystarczy spojrzeć na instagramową galerię Chiary Ferragni – zdjęcie z elementami stylizacji ma ponad 15 tysięcy mniej lajków, niż fotka z lunchu, który musiała zjeść na chodniku. A jedzenie nie jest wcale aż tak prywatną sytuacją w porównaniu z niektórymi rzeczami pojawiającymi się w sieci.

Prawda i „prawda”

Rozwój mediów społecznościowych zupełnie przedefiniował nasze pojęcie prywatności. Teraz udostępniane całemu światu zdjęcia dzieci, zawartości mieszkań i preferencji zupełnie już nikogo nie dziwi. Czy to nie jest przerażające? Równie dobrze niebezpieczeństwo (proszę sobie dopowiedzieć, jakie) mogłoby nas wytropić tak samo, jak nastoletnie fanki obecne miejsce pobytu swoich ukochanych blogerek. W końcu internetowe gwiazdy same powiedziały i pokazały gdzie są. Oczywistością jest to, że ludzie są z natury ciekawi prywatności i żyć innych. Stąd też poniekąd popularność seriali paradokumentalnych i zatrważająca liczba followersów sławnych ludzi (kto chociaż raz nie zmarnował wieczoru na oglądaniu snapów z życia Maffashion, niech pierwszy rzuci kamieniem).

Czasami zdarzają się posty zdecydowanie na tyle prywatne, że publikacja ich zadziwia. I chociaż internet jest tak wciągającą zabawką, przez którą można się łatwo zapomnieć, trudno jest wierzyć w to, że ludzie, którzy na co dzień zajmują się kreowaniem własnego wizerunku w sieci, zrobili coś w internecie przypadkowo lub pod wpływem emocji. Przecież skandale dają odsłony, a odsłony dolary.

„Jak już podkreśliłam, nie chodzi o zdradę, chodzi o coś równie złego: kłamstwo i brak zaufania (...) I mówię to publicznie tylko po to, bo [Daniel, chłopak Deynn - przyp.red.] mi nie wierzy i... Proszę o ostatnią szansę, zrobię wszystko" tłumaczy na Snapchacie blogerka

Wystarczy chociażby przyjrzeć się kilku aferom modowym z zeszłego roku, które działy się na tle prywatności. W lipcu Marc Jacobs umieścił na Instagramie swoje nagie selfie w lustrze, na którym prezentował pośladki i przyrodzenie. Zdjęcie szybko rozeszło się po sieci, a projektant tłumaczył, że pojawiło się tam niechcący i miało być wysłane jako prywatna wiadomość. Dziwnym zbiegiem okoliczności jednak zbiegło się to z premierą jesiennej kampanii, a zainteresowanie osobą projektanta przeniosło się na zainteresowanie jego projektem. Lekcję promocji na prywatności dała też jakiś czas temu Essena O'Neil, która wyjawiła światu swój stan psychiczny – załamanie związane z przeciążeniem pracą nad swoim internetowym wizerunkiem. Powiedziała światu, że ma dość udawanego życia i że się wypisuje z internetu. Rzekoma szczerość i pokazanie rzeczywistości doliczyły Essenie 100 tysięcy fanów na Instagramie i zapewne trochę zer na koncie, bo w płaczliwym wideo dziewczyna reklamowała przy okazji swój nowy projekt „Lets Be Game Changers". Jednak z zarabiania na swojej prywatności – i to nie tylko w sieci – najbardziej znana jest rodzina Kardashian/Jenner i osoby z nią powiązane, a przykładów i omówień ich działań starczyłoby na pracę doktorską. Co z szafarką z zasłoniętą w programie graficznym twarzą? Nie zarobiła na swojej stylizacji nawet na suchy szampon.

Kwestia sporna

Oczywiście nie każde poświęcanie prywatności ociepla wizerunek, ozłaca i opłaca się. Momentami afery, takie jak publiczne kłótnie o pierwszeństwo w ścięciu włosów, wyjawianie sekretów partnerów czy publiczne wymienianie wiadomości projektant-spółka mogą narazić biorących w tym udział na śmieszność i upokorzenie. Druga sprawa: czy ktoś jeszcze pamięta kampanię serków, w której wzięły udział trzy polskie influencerki? Jedna z nich jako zajawkę wrzuciła na swego fanpage’a filmik z pogróżkami, w której ktoś grozi jej zmutowanym głosem i oblewa jej zdjęcie dziwną cieczą. Fani byli przerażeni, bo w końcu skoro oni o blogerce wiedzieli mnóstwo rzeczy, to co dopiero jakiś wariat. Całe szczęście okazało się, że to element działań reklamowych, mimo to forma była dająca do myślenia.

Chiara Ferragni i jej lunch na chodniku

Czasami jednak można odnieść wrażenie, że z prywatność jest pojęciem względnym. Jessica Mercedes pokazuje się bez makijażu, odpowiada na pytania w piżamie, mówi nam, gdzie spaceruje w Nowym Jorku albo co ugotował jej brat. Ale czy widzieliśmy kiedykolwiek jej chłopaka? Czy wiemy, gdzie mieszka jej rodzina? Jakie ma problemy zdrowotne? Jessica filtruje i opowiada tylko to, na co ma ochotę. Wszystko ostatecznie też zależy od tego, na ile pokazywanie prywatności rzeczywiście jest tym samym dla strony prezentującej się i oglądającej.

Poza tym, ponoć prywatność w internecie jest jak jednorożec – występuje tylko w bajkach. W końcu każdy z nas na każdym kroku zostawia za sobą dane i informacje.

Ilustrację tytułową wykonała Elena Ciuprina.