Coś więcej niż pięciodniowy latający uniwersytet?

Cieszę się, że jest wśród nas, młodych ludzi, siła i chęć, żeby rozmawiać o polskim rynku mody. Ważny głos w tej dyskusji zabiera Fashion Management Club przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Organizowany przez studentów cykl „5 days 5 ways. Straight to fashion” omawia modę z perspektywy sztuki, kultury, reklamy i marketingu, czyli zagadnień, które nie doczekały się jeszcze w naszym kraju dyskusji na akademickim gruncie. Polskie uczelnie (z wyjątkiem paru prywatnych) nie traktują biznesu mody jako tematu, wokół którego można zbudować chociażby jakiś fakultet. Podczas gdy w krajach, które stoją przemysłem odzieżowym, uczelnie w całości mu dedykowane funkcjonują z powodzeniem od lat, w polskim szkolnictwie wciąż pokutuje myślenie, że moda ogranicza się do czerwonego dywanu i celebrytów. Inicjatywa oddolna, jaka dzieje się udziałem Fashion Management Club, pokazuje, że ci, do których nauki powinny być skierowane, myślą inaczej.

Zwłaszcza, że parasol ochronny uniwersytetu sprawia, że zorganizowanie jakiegokolwiek wydarzenia staje się łatwiejsze, niż działanie na własną rękę.

Jesteśmy organizacją stricte podporządkowaną rygorowi uczelnianych regulaminów. Choć niesie to za sobą pewne ograniczenia i mnóstwo żmudnej papierkowej roboty, daje również kilka plusów takich, jak możliwość korzystania z infrastruktury uczelni i ubieganie się o wsparcie finansowe.

– mówi mi Małgosia Nitner, prezeska koła. Grzechem było nie wykorzystać tak wielkiego potencjału, choć zaangażowanie w działalność studencką wymaga wiele poświęcenia.

Przez ostatni rok Fashion Management Club było obecne w moim życiu codziennie, skutecznie pozbawiając mnie nadmiaru wolnego czasu.

– dodaje Gosia.

Przygotowanie cyklu „5 days 5 ways. Straight to fashion” zajęło Nitner i jej kilku znajomym z koła dwa miesiące. Imponujące, biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia. Chociażby spotkanie poświęcone prognozowaniu trendów poprowadziła Marlena Woolford, na co dzień mieszkająca w Londynie – siłą rzeczy trzeba ją było z Anglii ściągnąć. I zweryfikować kilkaset zgłoszeń, bo tyle osób chciało wejść na jakąkolwiek z pięciu prelekcji, a dodatkowo działać w zasadzie bez budżetu, poszukiwać sponsorów i dogadywać miejsca spotkań. Ostatecznie stanęło na pięciu wydarzeniach – oprócz wspomnianego wcześniej trendwatchingu, poświęconych odpowiednio nowym mediom, budowaniu marki na rynku mody, sztuce (z uznanym Filipem Pągowskim) i marce osobistej.

Spotkanie z Marleną Woolford odbyło się na ostatnim piętrze domu handlowego Vitkac w Warszawie

„5 days 5 ways. Straight to fashion” powstało, aby stworzyć okazję do bezpośredniego kontaktu, dyskusji z zaproszonymi gośćmi. I rzeczywiście spełnia swoją rolę. FMC, jedyna tego typu organizacja w Polsce, zbiera pochlebne komentarze, zarówno od uczestników, jak i przedstawicieli branży. Ludzie przychodzą na spotkania, bo faktycznie chcą się czegoś dowiedzieć. Szukają nauki, bo sami nie mają od kogo jej usłyszeć lub najzwyczajniej w świecie nie potrafią jej znaleźć. W grupie polskich sympatyków mody wkraczających na rynek pracy, tkwi naprawdę duża potrzeba profesjonalizacji otoczenia.

Żeby jednak do poprawy standardów doszło, młodzi muszą posiąść jakoś narzędzia. „5 days 5 ways. Straight to fashion” to propozycja wypełnienia edukacyjnej niszy. Wierzę, że za sprawą jej popularności, zostanie podłapana przez uczelnianych włodarzy i przerodzi się w coś więcej niż pięciodniowy latający uniwersytet. Trzymam kciuki za Fashion Management Club i czekam z niecierpliwością na kolejne akcje.