Master Talks: Piotr Voelkel – Projektowanie to niezwykle odpowiedzialna praca

Największą dumą Piotra Voelkela nie jest miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków, a School Of Form – międzynarodowa szkoła designu kształcąca projektantów mających zmieniać oblicze polskiego wzornictwa.

Czy świat biznesu i artyzmu jest w ogóle do połączenia?

Trzeba najpierw odróżnić artystów od projektantów. Artyści i projektanci mają podobne kompetencje, ale powinni mieć zupełnie inne motywacje do działania. Artystów podziwiam – są to osoby z talentem pewnie od Boga, ale też skupiają się na tym, żeby światu pokazać własne idee, myśli, inspiracje. Efektom ich pracy przyglądam się z ogromną pokorą i szacunkiem.

Artystę i projektanta powinna łączyć umiejętność rozwiązywania problemów, kreatywność, pomysłowość, zdolności manualne, ale różnić ich musi przyczyna działania. Wielki artysta to ktoś, kto odkrył, że ma coś ważnego do powiedzenia, tworzy we własnym imieniu, nie pyta potencjalnych klientów, czy im się podoba, nie wciąga ich w proces współtworzenia i nie pracuje z myślą o ich potrzebach. Prawdziwy artysta walczy o swoje ideały. Mimo tych ograniczeń wielu artystów odnosi sukcesy rynkowe i prowadzi udany biznes.

Projektant powinien działać całkowicie przeciwnie. Jego inspiracją muszą być ludzkie potrzeby, zmieniające się wokół nas warunki życia, oczekiwania odbiorców, możliwości techniczne firmy dla której pracuje. Do tego dokłada wiedzę o nowych technologiach, materiałach i tworzy produkt, który ma zaspokoić potrzebę konsumenta. Dlatego uważam, że budowanie wydziałów wzornictwa przy Akademiach Sztuk Pięknych jest przyczyną, dlaczego studenci kończąc takie studia czują się zagubieni.

Janusz Noniewicz, założyciel i kierownik Katedry Mody przy Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie uważa, że projektant nie musi znać się na biznesie.

Współczesny, dobry projektant ma przede wszystkim kompetencje pracy zespołowej. I fakt, że się na czymś nie zna nie oznacza, że taką wiedzą pogardza, bądź jej nie uwzględnia. Wręcz przeciwnie. Komponuje tak zespół, żeby stworzyć ekipę, która ma kompetencje wszechstronne, od projektowych, po technologiczne, biznesowe, komunikacyjne. Sukces projektanta polega na tym, że produkt jest potrzebny, kupowany i przynosi firmie zysk.

Chodzi o to, żeby zdawać sobie sprawę, że projektowanie to niezwykle odpowiedzialna praca, od której zależy kondycja firmy, miejsca pracy ludzi, którzy produkują, dystrybuują i sprzedają, ale też opinia o firmie i jej marce. Budowanie marki opiera się przecież o dobrze zaprojektowany produkt. Część projektantów ucieka w artystyczną pozę, pogardza przyziemnymi problemami. Alternatywą jest praca w zespole.

A myśli Pan, że projektanci w Polsce są przygotowani do robienia biznesu?

Myślę, że wielu nie jest przygotowanych na prowadzenie prac projektowych w ten sposób. Co gorsza, widać to po statystykach. Wielu projektantów po ASP kończy w agencji reklamowej, gdzie jest łatwiej nawiązać kontakt z pozostałymi pracownikami. W swoim zawodzie pracuje tylko mała część, bo też ludzie biznesu nie wiedzą, jak się z nimi porozumiewać i jak ich wciągnąć we współpracę z innymi działami firmy.

Co by Pan poradził obu stronom?

Przede wszystkim odrobinę pokory. A następnie podejmowania trudu pracy w multidyscyplinarnym zespole z udziałem kluczowych osób z firmy. Kilku projektantów pod moim okiem zaczęło kolektywną pracę i odkryło jej nadzwyczajne skutki. Mimo pierwszych buntów i oporów przełamywali się i dzisiaj są szczęśliwi, że komplikacje mają za sobą. Projektanci nauczyli się również pracować w duetach łącząc swoje projekty i zaoferować najlepsze rozwiązanie. Bariera zawsze leżała jednak w egocentryzmie.

Jak Państwo sobie radzą z tym egocentryzmem w School Of Form, międzynarodowej szkole projektowania, której jest Pan współzałożycielem?

Dbamy o wszechstronny rozwój projektantów. Zaczynamy od humanistyki, antropologii, psychologii, filozofii i socjologii. Kluczowe dla tej szkoły jest szukanie inspiracji w ludzkich pragnieniach. Przykładem takiego myślenia jest projekt „rękaw”, który służy do masażu po operacji ręki, czy „obrusik” dla osób niedowidzących. To jest fragment tego, o czym mówi i myśli się w szkole. Poza tym nasi studenci od pierwszego roku studiów pracują w zespołach. Dlatego jednego dnia mogę im zlecić zaprojektowanie pociągu, a drugiego kapelusza. W każdym wypadku podejmą się wyzwania, tylko za każdym razem przyjdą z innym zespołem. I to jest istotne, żeby mieć świadomość, że w skomplikowanym i pędzącym świecie zespół jest naszym ratunkiem.

Czy istnieje w projektowaniu coś takiego, jak pierwiastek polski?

Cytując Tomka Rygalika, polscy projektanci są zaradni. Wychowani w komunie, sami robiliśmy zabawkę z resztek maszyny do szycia, naprawialiśmy rower, wiedzieliśmy, że mleko pochodzi od krowy, a nie z kartonika. Ta zaradność jest namacalna. Widać ją w wielu pracach. I tym się odróżniamy od świata. W School Of Form uczymy ceramiki i wielu innych rzemiosł, wiemy, że to ważny element edukacji. Daje poczucie pewności i ułatwia współpracę z przemysłem, o co też dbamy.

W Polsce przemysł funkcjonuje i trzeba zabiegać o to, aby produkcja się rozwijała. Holendrzy, Włosi zorientowali się, że przenosząc produkcję do Chin zniszczyli swoje korzenie. Teraz z rozpaczą je reanimują i przywracają im wartość. My powinniśmy zadbać o rozwój naszego przemysłu i rzemiosła.   

Może nie ma zbytu dla rzemiosła, bo jest zbyt drogie.

W Polsce masowy klient jest naiwny, słabo wykształcony i większość decyzji zakupowych podejmuje w oparciu o nawyki, lęki, plotki, błahe sugestie, prymitywne promocje. Ale przybywa odbiorców świadomych, wymagających, ceniących jakość, ręczne wykończenie produktu, który będzie im służył lata. To szansa dla naszego rzemiosła i też oręż eksportowy. Zresztą, świetnym przykładem sukcesu polskiego rękodzieła na rynku międzynarodowym jest szkło marki Borowski robiące furorę na świecie. Tylko rynek lokalny jest na taki sukces za mały.

Czego potrzebuje polskie wzornictwo, żeby się lepiej rozwijać w przyszłości?

Na pewno pracy warsztatowej z firmami i próby wciągania projektantów i wykonawców w coraz lepszą współpracę. Przemysł musi zrozumieć, że kopiując innych nie osiągnie wysokiej marży. Żeby pójść drogą własnych produktów, wyższej marży i lepszej marki, musi zadbać o relacje z projektantem. Dlatego uważam, że ważne jest m.in. to, co robi Concordia Design, czyli doradzanie firmom aby przeprowadzić właścicieli i współpracowników z obszaru „kopiuję” do obszaru „kreuję”.

To musi być bolesny proces.

Jest bardzo emocjonalny, ponieważ następuje w nim też  zmiana mentalności. Bolesne rozstanie się ze starymi nawykami, przyzwyczajeniami, ale też wielka radość na końcu procesu. Odkryć, że jest się twórcą własnych produktów i że stworzyło się wspólnie unikalne rozwiązania to wielka satysfakcja. Proces oczywiście jest trudny, jak przepoczwarzanie się larwy w motyla. Ale na końcu ten motyl jest szczęśliwy.

Na czym polega ten proces?

Zaczyna się od analizy tego, w jakim miejscu rozwoju jest firma, jakie ma zasoby i ambicje, oraz kim są jej klienci. Później wspólnie z ekspertami „podglądani” są potencjalni odbiorcy po to, żeby odkryć ich nie zawsze uświadomione potrzeby. Powstaje suma oczekiwań, którym próbuje sprostać zespół pracowników firmy, ekspertów i projektantów. Zaprojektowane rozwiązania pokazuje się przyszłym użytkownikom i poprawia, aż zostaną uznane za dobre. Efektem końcowym jest produkt i do niego stosowna komunikacja. Zamiast szukać rozwiązań w Internecie po to, żeby je kopiować, przedsiębiorca tworzy własny produkt, często taki, którego jeszcze nie ma na rynku.

Czyli egocentryczni są nie tylko projektanci, ale i właściciele firm.

Wszyscy mamy problem z ego. System edukacji nie pomaga budować silnego poczucia wartości. To bardzo utrudnia pracę w zespole bo niepewni siebie nie chcemy się ośmieszyć. Mała wiarę w siebie z kolei osłabia wolę tworzenia i ogranicza skłonność do ryzykownych projektów, a bez ryzyka nie ma innowacji. Kłopot ten dotyczy klientów, właścicieli firm i projektantów. Proces wychodzenia z poziomu „kopiuję”, bo nie stać mnie na własne pomysły, do „kreuję”, bo umiem pracować w zespole, bo stać mnie na ryzyko, w gruncie rzeczy jest przejściem z poziomu „jestem nikim” do poziomu „wierzę w swoje możliwości”.

Więcej o biznesie mody w autorskich e-bookach Fashion PR Talks. Pobierz za darmo >>

Ilustrację tytułową wykonała Elena Ciuprina