Najważniejsze jest chcieć coś robić!

Z trzema skrajnie różnymi osobami: Mikołajem Komarem, redaktorem naczelnym i wydawcą magazynu „K MAG", Karoliną Cwaliną, najmłodszym certyfikowanym coachem w Polsce i Sylwią Antoszkiewicz, CEO i dyrektor kreatywną popularnej marki LOUS rozmawiam o rock'n'rollowym podejściu do życia, higienie umysłowej i filozofii zen.

Mikołaj Komar: Najważniejsze jest chcieć coś robić!

Chciałam zatytułować tę rozmowę: rock’n’roll jako sposób na przetrwanie w branży mody – podczas, gdy wszyscy żyją slow, Ty, w kontrze, jesteś pierwszym imprezowiczem Warszawy.

Rock’n’rollowcem się jest, bez względu na przychodzące i odchodzące mody. To nie jest kwestia imprezowania, to jest w środku, w sposobie bycia. Prawda jest taka, że wszystkie magazyny, które udało mi się współtworzyć, powstawały przez kontakty zdobyte na imprezach. Szymona Gruszeckiego z „Dos Dedos” poznałem właśnie na balangach. Połączyła nas fascynacja muzyką, kinem, modą i sztuką i to był początek mojej przygody z mediami. Magazyn „Fluid”, którego byłem najmłodszym naczelnym w Polsce, również nie wydarzyłby się, gdyby nie Szymon i skate’owe środowisko „Dos Dedos”. Następnie przyjaźń z Iwoną Czempińską i nasz magazyn „A4”. Zarabialiśmy tam tyle, że starczyło na bilet miesięczny i przysłowiową butelkę wina w piątek. To był przecież rock’n’roll. I nie chodzi o seks, balangę i narkotyki, ale o podejście do życia. Robiliśmy to, co kochaliśmy. Z góry wiedzieliśmy, że nigdy nie będziemy milionerami.

Za co w takim razie żyłeś? 

Poświęciłem 10 lat życia na robienie rzeczy praktycznie bez pieniędzy. Liczyło się to, że robimy to, co kochamy i w co wierzymy. Mieszkałem z mamą, później z moją dziewczyną. Nigdy nie chciałem pracować w korporacji. 2 lata byłem stażystą i zarabiałem robiąc fotosy dla przeróżnych instytucji: na przykład dla magazynu biznesmenów „VIP Życie W Błękicie”. Robiłem zdjęcia nudnych panów w garniturach, albo portrety do wywiadów: przykładowo fotografię szefa linii lotniczych – mały samolocik na pierwszym planie, a na drugim jego czerwona, skacowana twarz. Albo dla kultowego magazynu „Nowa wieś” fotografowałem m.in. zawody szermierskie dla inwalidów... Przez pół roku byłem też fotografem magazynu „Nasza Legia”. Te wszystkie komercyjne zlecenia pozwalały mi pracować w moich niezależnych magazynach.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w bezpłatnym e-booku Fashion PR Talks. Pobierz już teraz.

Karolina Cwalina: Na końcu każdego dobrego planu jest garnek ze złotem

Amerykański antropolog David Graeber wprost nazywa zawód PR-owca gówno wartym, bo mało przydatnym społecznie. Jak żyć?

Kiedyś było trzech projektantów na krzyż, sprzedawali spódnicę, spodnie, żakiet. W tym momencie jest ich milion i aby się z tego tłumu wyróżnić, trzeba zainwestować w kreatywny pomysł. Ludzie płacą za Twój czas. Twój czas jest cenny. Dlaczego? Bo pracowałaś na swoją pozycję w branży kilka lat. To tak, jakby zarzucać ortodoncie, że za podłubanie 15 minut w zębach zarabia gigantyczne pieniądze. Trzeba było się uczyć, siedzieć 5 lat na studiach, 5 lat na specjalizacji – to byś podłubał! Tak samo jest z analitykami finansowymi, dyrektorami, managerami itd. Kiedy ja widzę, ile pracuję, to nie myślę sobie, że jako coach biznesowy jestem społecznie nieprzydatna i lepiej by było, gdybym była stolarzem albo szewcem, bo wtedy tworzyłabym produkty przydatne społecznie. Ja nie mam kompleksu, że moja praca jest wirtualna.

Jak w takim świecie budować swoje poczucie wartości?

Trzeba mieć na siebie dobry plan. Bo jak masz plan i go realizujesz, to nie obracasz się cały czas wokół siebie. Nie przeglądasz Facebooka i Instagrama zastanawiając się, kto ma lepiej, kto ma więcej, kto co zrobił. Bo jak ja bym myślała takimi kategoriami, to nigdy bym nie została coachem mając 25 lat. Co z tego, że na rynku jest tylu trenerów biznesowych, co z tego, że mają po 15, 20 lat doświadczenia? A ilu jest, przepraszam, dobrych?! Tak samo jest z PR-owcami, prawnikami, lekarzami. To co, to już nikim mamy nie być, bo ich jest tylu?

Jak masz swój plan, swój pomysł na siebie i go realizujesz, to zawsze wnosisz coś innego, bo to jest Twoje i musisz pamiętać o tym, że nikt nie będzie Tobą. A po drugie, trzeba być już trochę szajbniętym i ze sobą gadać, ale konstruktywnie. Szczególnie wtedy, gdy spada motywacja.

Po trzecie – odporność na krytykę. Głosy krytyki zawsze się będą pojawiać. Zobacz, że publika już dziś komentuje, że nasi piłkarze są beznadziejni i po co na Euro jadą, skoro przegrali mecz? Ludzie zazdroszczą Lewandowskim. Ja – jako córeczka tatusia – powiem tak: nie wzięłabym od nich ani jednego miliona z racji tego, że nie mają ojca. Co więcej, Lewandowski w tym sezonie rozegrał prawie 60 spotkań. Wiesz, co to oznacza? On ma podporządkowane całe życie pod ten sport! A ludzie najchętniej wzięliby jego pieniądze, ale zapomnieliby o wyrzeczeniach, dzięki którym można je zarobić.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w bezpłatnym e-booku Fashion PR Talks. Pobierz już teraz.

SYLWIA ANTOSZKIEWICZ: Don't give a fuck, czyli subtelna sztuka nie przejmowania się

Wyobraź sobie taką sytuację: zbliża się termin premiery kolekcji. Wypatrzona, wychuchana i zdobyta przez Ciebie belka białej tkaniny jedzie sobie do drukarni i zamiast być nadrukowana tylko w połowie, tak jak tego chciałaś, jest pofarbowana w całości. Co robisz?

(śmiech) W pierwszym odruchu wybucham jak wulkan! Ale szybko się gaszę i uznaję, że tak musiało być. Że prawdopodobnie ta belka materiału z printem będzie mi potrzebna. Może bardzo się spodoba i świetnie sprzeda? Dochodzę do wniosku, że lepiej mieć zapas.

Czyli „zen” jest się po to, żeby nie zwariować?

Zdecydowanie tak! Ja odkryłam zen w trudnym momencie, kiedy z hukiem rozpadł się mój kilkuletni, poważny, zaręczony nawet związek. Z perspektywy czasu wiem, że to była najlepsza rzecz, jaka mogła nam się obojgu przytrafić. Ale wtedy decyzje i wydarzenia były okupione ogromnym stresem i skrajnymi emocjami. I ta niewiadoma! Trzydziestka na karku, a tu kompletna rozsypka w życiu prywatnym. Moja przyjaciółka, otwarta na filozofie wschodu powiedziała mi wtedy, że najlepiej będzie się temu wszystkiemu poddać. Przestać walczyć z falami, które cię tłuką, jedna za drugą, i popłynąć z nimi. To być może trwa trochę dłużej, ale jesteś w stanie dostrzec więcej rzeczy wokół siebie, przestajesz poświęcać czas na walkę i na miotanie się. W takich chwilach, jak ta z belką materiału czy rozpadu związku po prostu myślisz: „okej, zobaczymy, co ten kryzys przyniesie dobrego, jaka będzie lekcja dla mnie?”. Ja wierzę, że każda zmiana jest dobra, nawet, jeśli jest bolesna.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w bezpłatnym e-booku Fashion PR Talks. Pobierz już teraz.

Ilustracja tytułowa: Elena Ciuprina (fotografia Mikołaja Komara wykonana przez Sonię Janów).