PR-owcu! Zrób sobie mikołajki!

Podrabiana lalka Barbie, okrutnie drapiący sweter czy książka, której już kilka pierwszych stron wystarczy, aby mieć pewność, że nigdy nie powinna zostać wydana. W życiu każdego z nas nastąpiła kiedyś taka chwila, gdy nagle stało się jasne: Święty Mikołaj nie istnieje. I cóż z tego! Otyły pan w czerwonym kubraczku nie ma monopolu na roznoszenie podarków. Weź sprawy w swoje ręce i 6 grudnia zorganizuj sobie mikołajki, o jakich marzy każdy PR-owiec – nawet jeśli jeszcze o tym nie wie.

Poranek

Nie nastawiaj budzika: niech o momencie pobudki, po raz pierwszy od czasu urlopu sprzed pięciu lat, zadecyduje Twój organizm. Zanim wstaniesz z łóżka poprzewracaj się chwilę z boku na bok, zatrzymaj wzrok na suficie, myśląc całkowicie o niczym, a na koniec rozkosznie się poprzeciągaj. Od razu lepiej, prawda?

Żeby wejść na wyższy poziom rozluźnienia, niezbędny może okazać się „antystresowy zestaw ratunkowy”. Liczba wchodzących w jego skład elementów zależy od poziomu zestresowania. PR-owcowi z zaledwie kilkumiesięcznym stażem w zupełności wystarczy ciepła kąpiel z bąbelkami oraz piłeczka antystresowa, której kolor można w dzisiejszych czasach spersonalizować w oparciu o wzornik Pantone – jak się pieklić, to chociaż w dobrym stylu! Osoby, które na PR-ze zjadły już zęby, potrzebują jednak czegoś zdecydowanie mocniejszego. Designerska puszka z zapasem melisy, zestaw aromatycznych świec, voucher do SPA, puzzle, a może kolorowanki? Niekoniecznie. Z doświadczenia wiem, że nic nie działa równie rozluźniająco, jak bezkarne zanurzanie się we odmętach guilty pleasures. Moja top lista obejmuje przeglądanie zdjęć mopsów w halloweenowych kostiumach oraz rozbijanie małżeństw i przejmowanie fortun najbardziej atrakcyjnych Simów w mieście. A Twoja?

Niech Mikołajki będą dniem, w trakcie którego możesz bez wyrzutów sumienia oddać się własnym guilty pleasures. Mój plan na 6 grudnia zakłada przeglądanie zdjęć mopsów w kostiumach na Halloween.

Dzień wolny od telefonów i maili to także okazja do rozprawienia się z wyrzutami sumienia. Mnie dopadają zwykle przy sklepowej kasie. Za każdym razem, gdy przetrząsam portfel w poszukiwaniu karty kredytowej, chcąc nie chcąc natrafiam na symbol mojej największej porażki: kartę Multisport. Po raz ostatni skorzystałam z niej pewnie z ponad rok temu, a jednak wciąż łudzę się, że wraz z nowym miesiącem znajdę wreszcie balans między pracą i czasem dla siebie, co zaprocentuje gibką, starannie wyrzeźbiona dzięki regularnym lekcjom pilatesu, sylwetką. Cóż, od czegoś trzeba zacząć, dlaczego by nie dziś?

Popołudnie

Popołudnie umili Ci lektura. Nie zawracaj sobie jednak głowy opasłymi tomiszczami na temat teorii komunikacji, na te przyjdzie jeszcze czas (a jeśli nie, to świat też się nie zawali). W zamian wybierz coś lekkiego i o niezbyt skomplikowanej fabule. Powód jest prosty: jeśli w trakcie lektury zdecydujesz się na krótką drzemkę - bo dlaczego by nie! – łatwiej będzie Ci wznowić porzucony wątek. Moja propozycja to „Love, Style, Life”. Autorka książki, Garance Doré, to francuska fotografka i ilustratorka, która zdobyła rozgłos, pisząc kultowego już dziś bloga. Z tej przepięknie wydanej pozycji  dowiecie się, co robić, aby, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, łatwiej osiągnąć wymarzony cel, nie odmawiając sobie przy tym codziennych przyjemności. Całość spowija przyjemna modowa otoczka.

Książka Garance Doré to orpozycja idealna na długie, zimowe wieczory.

Na mikołajki podaruj też sobie możliwość obcowania z kulturą. Już od 19 grudnia w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie będzie można zobaczyć wystawę „Modna i już! Moda w PRL-u”. Dowiecie się z niej, w jaki sposób o bycie modną w siermiężnych czasach komuny walczyły nasze mamy i babcie, skąd dowiadywały się o trendach, a czyim stylem inspirowały. Zbieg okoliczności sprawił, że miałam przyjemność widzieć już cześć ekspozycji i obaliła ona w mojej głowie mit szarych, smutnych lat minionych. Gorąco polecam!

Wieczór

Tak pięknie rozpoczęty dzień może się skończyć tylko w jeden sposób… Na zegarze 21:00, w dłoni kieliszek ulubionego wina, na ekranie odcinek ulubionego serialu, a w zasięgu wzroku paczka ulubionych chipsów – w końcu jak szaleć to szaleć! Takie wieczory nie zdarzają się zbyt często, dlatego tym bardziej warto je doceniać.

EKSTRA

A może mimo wszystko uważasz, że mikołajki bez prezentu ukrytego pod poduszką się nie liczą? Jeśli tak, wciel się w rolę Mikołaja i spraw sobie upominek z logiem krwistoczerwonych ust. W ramach zainaugurowanej w połowie listopada Akademii Fashion PR Talks możecie podarować sobie kartę uprawniającą do udziału w jednym dowolnym warsztacie. Listę proponowanych tematów znajdzie TUTAJ. No, chyba że wewnętrzny Mikołaj postanowi pójść na całość i zafunduje Ci od razu pakiet 3 lub 10 spotkań. Jedno jest pewne, tegoroczne święta zapowiadają się wyjątkowo ekscytująco!