Print's not dead, czyli magazyny, które ci to udowodnią

Nic nie pachnie tak, jak świeży druk i nie brzmi, jak szelest przewracanych stron. Mimo wieszczenia śmierci prasy, papier ma się całkiem nieźle i choć nastąpiło parę zmian, cały czas są chętni do czytania. 

Współczesne magazyny nie starają się już dostarczać ekspresowych informacji, bo robi to doskonale internet i nawet dzienniki zostawia daleko w tyle. W każdej branży, nawet w modzie, relację można mieć na bieżąco w sekundę po wydarzeniu. Owszem, sprzedaż prasy spadła, niektórzy musieli pożegnać się ze swoimi etatami, parę redakcji zamknięto. Nie oznacza to wcale jednak, że o prasie będziemy niedługo czytać jedynie w podręcznikach od historii (oczywiście na Kindle'ach).

Współczesne magazyny ewoluowały. Wychodzą rzadziej, za to są bardziej przemyślane i dopracowane. Mają długie i jakościowe teksty, zdjęcia i szaty graficzne przyprawiające o zachwyt. Wydawcy nie zabierają się za wszystkie tematy, ale starają się dotrzeć do konkretnych grup. Obierają kierunki, jakie jeszcze niektórym do niedawna wydawały się być niemożliwe. Papier stał się czymś ekskluzywnym, a wielbicieli druku nie brakuje. Świadczy o tym chociażby popularność akcji takich jak jednodniowy festiwal „Niech żyje papier!", concept store'ów i salonów z wyselekcjonowaną prasą czy strony „Stack Magazines" – magazynowego odpowiednika pudełek subskrypcyjnych. Nowa prasa inspiruje i ekscytuje. Oto subiektywnie najciekawsza ósemka.

MC1R

 

To prawdopodobnie jedyny magazyn na świecie, którego wszyscy redaktorzy i twórcy mają ten sam kolor włosów, fot. materiały prasowe

Magazyn kierowany jedynie do 2 proc. populacji i wszystkich zainteresowanych tymi dwoma procentami. Stworzony przez rudych, o rudych, dla rudych. „MC1R", który wziął swą nazwę od genu odpowiadającego za miedziany kolor włosów, powstał w 2014 roku z inicjatywy Tristana Rodgersa. Na każdej okładce rudzielec, w środku ogniste edytoriale, świetne wywiady i teksty o kulturze, oczywiście w temacie. Wydawany jest co pół roku w limitowanej liczbie egzemplarzy i dotychczas powstały trzy numery. Co ciekawe, narodził sie nie w Irlandii, a w Niemczech. Do czytania jednak, poza pierwszym wydaniem, oczywiście po angielsku.

Puss Puss

 

Z pewnością Lagerfeld czyta na dobranoc swojej Choupette artykuły z „Puss Puss", fot. materiały prasowe

Świat mody kocha koty i chyba nikomu nie trzeba już tego udowadniać. Jedzą ze złotych półmisków, królują na Instagramie, chodzą po wybiegu i występują w kampaniach. Powstanie magazynu traktującego o nich i modzie było więc tylko kwestią czasu. Londyński Puss Puss obrazami i tekstami pięknie opowiada o kulturze, modzie, muzyce oraz kotach i ich wielbicielach. Na okładce premierowego numeru wystąpiła Anja Konstantinova i zalotnie pokazywała swój tatuaż na ustach, głoszący „Meow", kolejne zdobią stylowe kocie mamy.

Fathers

 

Publikacja traktująca ojców na poważne – tego zdecydowanie brakowało na polskim rynku wydawniczym, fot. oficjalny fanpage magazynu

Polska publikacja kierowana do współczesnych ojców. W „Fathers" nie znajdziemy jednak poradników, jak przewinąć niemowlę, ale zamiast tego przeczytamy o świadomym ojcostwie. Tematyka krąży też wokół stylu życia, kultury i podróży. Mądrym tekstom towarzyszą piękne, niewymuszone zdjęcia i ilustracje. Magazyn można kupić w dwóch wersjach językowych – po polsku lub po angielsku. Wyglądem przypomina nieco książkę i właśnie połączeniem książki i magazynu nazywają „Fathers" sami twórcy.

Buffalo

 

Trzeci numer „Buffalo" ma aż trzy różne okładki, fot. materiały prasowe

Hiszpanie Adrian Gonzalez i David Uzquiza założyli Buffalo z myślą polecania sztuki, która ich inspiruje. Początkowo miał to być darmowy magazyn dla grupki znajomych. Nie wyszło jak planowali – po kilku latach współpracują z nimi takie postaci jak Tim Walker, Bruce Weber, Vivienne Westwood, Chloe Sevigny i Patti Smith. Design i format zmienia się z każdym numerem, w myśl tego, że wygląd ma być tak samo wolny jak treści. „Buffalo" to traktat o młodości, niezależna moda, dobre teksty i zdjęcia z polaroidów. W ostatnim nostalgicznym numerze pojawiły się młodzieńcze sesje, listy z dzieciństwa, dziwne ilustracje i bajki na dobranoc.

Suitcase

 

W przypadku „Suitcase" trudno jest nie oceniać książki po okładce

Papier o podróżach i modzie. Zupełnie jednak nie przypomina publikacji naszpikowanych drogimi biurami podroży ani opowieści o mrożących krew w żyłach spotkaniach z dzikimi mieszkańcami sawanny. Kierowany jest do ludzi kreatywnych, którzy wolą podróżować na swój sposób. W magazynie znajdziemy miejskie przewodniki, pamiętniki fotograficzne, tematyczne teksty czy też edytoriale stworzone w przeróżnych miejscach. Powstał w zestawie ze stroną internetową, aplikacjami, newsletterem i cyklicznymi wydarzeniami. Całość cieszy oko i duszę.

Sabat

 

„Sabat" i tekst o czarownicach na... Instagramie

Gdy lata 90. dobiegły końca i przestano emitować „Buffy" czy „Szkołę czarownic", współczesne czarownice przeniosły się do internetu. Aby siostrzanie je wspierać, Elisabeth Krohn założyła Sabat. Magazyn ma charakterystyczną szatę graficzną i cały jest czarno-biały, z elementami przybrudzonego różu. Poza czarodziejstwem, porusza tematy feminizmu, starożytnych archetypów i szybkiej sztuki. Co ciekawe, można tam znaleźć też modę. Jednak nie spodziewajmy się gotyckich sukien i celtyckich krzyży. Krohn woli pokazywać ludziom, że spokojnie możesz być czarownicą w ubraniach od Céline czy Acne.

Zwykłe Życie

 

„Codzienne sprawy" jeszcze nigdy nie były tak ekscytujące, jak za sprawą „Zwykłego Życia"

Czy zwyczajne życie może być ciekawe? Oczywiście, jeśli tylko będziemy mieć do niego dobre podejście. „Zwykłe Życie" pisze o polskich artystach i rzemieślnikach, skupia się na prostych przyjemnościach i codzienności. Zamiast gwiazd i celebrytów – rozmowa z właścicielem zakładu szczotkarskiego i reportaż o znanym polskim cyrku, a zaraz obok piękne zdjęcia wykonane aparatem analogowym. Równie ciekawa jest forma magazynu: prosta, nawiązująca nieco do estetyki PRL-u. Kwartalnik wyrósł z bloga Agaty Napiórskiej i Marty Mach, które są redaktorkami naczelnymi pisma.

Delayed Gratification

 

Pozycja obowiązkowa dla każdych początkujących dziennikarzy, fot. materiały prasowe

Magazyn utrzymany w nurcie slow journalismu. Gdy wszyscy chcą być ze swoją informacją pierwsi, twórcy „Delayed Gratification" pragną zgłębić znaczenie wydarzenia. To świetna odpowiedź na popularność tabloidów i klikalne, bezwartościowe treści w internecie. Przy każdym numerze twórcy badają i analizują ostatnie trzy miesiące, by newsy poddać pogłębionej analizie i opowiedzieć naprawdę istotne historie. Ponadto łączą dopracowane reportaże z infografikami, a na każdej okładce pokazują prace swoich ulubionych artystów.