Stwierdzenie „nie potrafię” w ogóle nie istnieje, czyli o studiowaniu mody zagranicą

Jak wygląda studiowanie mody poza Polską? Jeśli myślicie, że to bułka z masłem, to się grubo mylicie. Czeka was obóz przetrwania, ale często z happy endem.

Karolina Pięch ukończyła Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru, a następnie słynną Royal Academy of Fine Arts w Antwerpii. Dziś pracuje w zespole projektantów domu mody Balenciaga. – Antwerpia uczy absolutnej kreatywności, no matter what – mówi Karolina Pięch. – Traktuje modę jako sztukę, która jest równorzędna kinu, muzyce czy malarstwu. Antwerpii nie interesuje, czy potem chcesz być komercyjny i zarobić pieniądze dzięki modzie, czy może pragniesz zostać artystą fashion. Chcą, abyśmy nałykali się jak najwięcej kreatywności – i temu podporządkowują naukę.

Martyna Sobczak, również absolwentka SAPU, w czerwcu tego roku ukończyła studia w London College of Fashion na kierunku Fashion Design Technology Menswear. – W Londynie stawia się przede wszystkim na praktykę – mówi Martyna Sobczak, tegoroczna finalistka konkursu Złota Nitka, gdzie otrzymała wyróżnienie jury. – Już od pierwszych dni należy bardzo dużo działać samodzielnie. Jeśli mamy zajęcia czysto techniczne, gdzie pokazuje się nam rożne metody wykończenia, zapoznaje się nas tylko z kilkoma i oczekuje, że sami będziemy zgłębiać temat.

Praktyczne podejście dominuje też w słynnym włoskim Polimoda International Institute of Fashion Design & Marketing, który ukończyła Małgorzata Taranko. – Studia magisterskie ukończyłam na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Gdańskiego – opowiada. – Zarządzania i zasad funkcjonowania przedsiębiorstwa uczyli mnie głównie teoretycy, bez rzeczywistego rynkowego zaplecza. Tymczasem w Polimodzie pozytywnie zaskoczyło mnie to, że profesorowie przyjeżdżali na zajęcia z Mediolanu, prosto ze spotkań w domach mody Armaniego czy Versace, w których pracują na co dzień. Profesor, opiekun mojej grupy, był również brand managerem marki La Perla. Wspaniale było uczyć się o markach modowych na podstawie konkretnego i rzeczywistego doświadczenia prowadzących.

Małgorzata Taranko, absolwentka prestiżowej włoskiej Polimody, dziś Brand Manager marki Taranko, fot. Łukasz Unterschuetz

Studenci w Londynie nie mogą liczyć na taryfę ulgową, są cały czas rozliczani ze swoich działań. – Dzieje się to w czasie zaliczenia, gdzie miedzy innymi przedstawiamy segregatory pełne przykładów i próbek – opowiada Martyna Sobczak. – To są naprawdę gigantyczne segregatory, którymi udowadniamy, że kierunek, który studiujemy, naprawdę nas interesuje. Oczywiście są też zajęcia czysto teoretyczne, ale za nimi zawsze idzie praktyka – uważam to za absolutny klucz do sukcesu.

Ogrom pracy czeka również tych, którzy chcieliby studiować w Antwerpii. Jest to nawet ogrom, który wydaje się nie do przebrnięcia. – Program nauki był niesamowicie rozbudowany, było go nawet za dużo, nie głaskano nas nigdy po głowie – opowiada Karolina Pięch. – Tematy przerabiało się ze straszną prędkością, nie byliśmy w stanie wszystkiego się nauczyć, w przerażeniu komunikowaliśmy się między sobą, próbowaliśmy sobie pomagać.

– Konfrontacja naszego wysiłku z nauczycielem była często miażdżąca – mówi Karolina Pięch. – Wykładowca kompletnie się nie przejmował, że siedzieliśmy nad jakimś projektem przez pół nocy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że tu nie ma gadania o pierdołach, tylko jest działanie, konkret. Krytyka była mordercza. To obóz przetrwania, któremu należy stawić czoła. Dlatego osobom bardzo młodym trudno poradzić sobie w Antwerpii emocjonalnie. Trzeba być naprawdę twardym.

Podobne spostrzeżenia ma Martyna Sobczak odnośnie studiowania w Londynie. – Ważne, by zdać sobie sprawdzę, że bycie projektantem to zawód jak każdy inny – opowiada projektantka. – Wymaga on ciężkiej pracy, wiedzy, ale przede wszystkim praktyki. I wcale nie chodzi do końca o odbyte staże, gdyż te, jeśli nie ma się szczęścia, mogą wyglądać bardzo rożnie. Mam raczej na myśli konkretny wachlarz umiejętności, którym będziemy posługiwać się w naszym późniejszym życiu zawodowym.

Polimoda przygotowuje bardzo mocno pod względem marketingu i biznesu. – Każde zajęcia zaczynały się częścią teoretyczną, czyli wykładem Profesora na dany temat, ale nie były to zajęcia w stylu slajd i regułka – mówi Małgorzata Taranko, absolwentka Fashion Brand Management. – To było raczej case study konkretnych marek czy projektów, dostosowane do omawianej tematyki i pokazujące jej realizację w praktyce. Uczyłam się nie tylko o markach, marketingu, PR, ale bardzo też rozwinęłam swoją wyobraźnię pod względem artystycznym czy emocjonalnym.

Akademia w Antwerpii skupia się przede wszystkim na budzeniu kreatywności, ale i samodzielności. – Prowokują nas i starają się jak najwięcej wydusić – mówi Karolina Pięch. – Zajęcia dotyczące biznesu czy marketingu praktycznie nie istnieją. Studenci nie otrzymali również żadnej pomocy ze strony szkoły jeśli chodzi o start zawodowy. Nie wiedzieliśmy, jak zacząć potem pracę, nie dostaliśmy żadnych kontaktów do ludzi z branży, wszystko musieliśmy zrobić sami, zaczynając od przeszukiwania portalu LinkedIn.

Karolina Pięch, Junior Designer domu mody Balenciaga, absolwentka Antwerpii i SAPU

Karolina Pięch mówi, że funkcjonowania w biznesie nauczyła się dopiero potem, pracując dla studia Alexandra McQueena czy Balenciaga. – Firmy, w których pracowałam, uczyły mnie kolejnych zasad gry – tłumaczy absolwentka SAPU. – Pracując dla studia Alexandra McQueena czy teraz dla Balenciaga dowiedziałam się bardzo wiele, przede wszystkim pracy w teamie. Tego, że jesteśmy częścią większej struktury i tylko dzięki współpracy możemy realizować duże projekty. W domach mody trzeba umieć pływać w strukturze i wykorzystywać jej atuty.

Martyna Sobczak zwraca również uwagę na znakomite wyposażenie szkoły w Londynie. – Zaskoczyło mnie, jakimi narzędziami dysponuje London College of Fashion – mówi. – To wprost niesamowite. Od drukarek przestrzennych, po najnowsze maszyny używane do produkcji odzieży. Są nawet takie, które stosuje się tylko do wykończeń odzieży alpinistycznej. Czy specjalistyczny skaner, który zastępuje manualne wykonywanie pomiarów.

Martyna Sobczak w pracowni London College of Fashion

Dzięki temu, jej zdaniem, nie ma rzeczy, której nie da się zrobić. Stwierdzenie „nie potrafię” czy „nie znam” w ogóle nie istnieje. – Jeśli czegoś nie wiesz, musisz dołożyć starań, aby się tego dowiedzieć – mówi Martyna Sobczak. – Wszystkie te możliwości rozwoju sprawiają, że hamować może nas jedynie wyobraźnia.

– Wróciłam do Trójmiasta z zupełnie innym spojrzeniem na marki modowe i ich marketing, ale też czuję wewnętrzną, estetyczną przemianę – podsumowuje Małgorzata Taranko.